Tak księża mówią do siebie, gdy nikt nie słyszy! Duchowny wszystko wygadał
W świadomości społecznej życie duchownych od wieków spowite jest nimbem tajemnicy, niedostępności i surowego formalizmu, który skutecznie dystansuje zwykłych wiernych od kuluarów kapłańskiej codzienności. Kościół katolicki, ze swoją hierarchiczną strukturą, rytuałami i bogatą tradycją tytulatury, przyzwyczaił nas do traktowania księży z nabożnym szacunkiem, zamykając ich w sztywnych ramach kościelnej etykiety.
W świecie zewnętrznym każdy gest, ukłon i zwrot grzecznościowy ma swoje precyzyjne miejsce, tworząc barierę powagi między ołtarzem a nawą. Co jednak dzieje się w momencie, gdy zamykają się drzwi plebanii, znikają spojrzenia parafian, a duchowni zostają wyłącznie we własnym gronie? Rąbka tej kuluarowej tajemnicy uchylił w sieci popularny kapłan, a jego szczera odpowiedź rzuciła nowe, zaskakująco ludzkie światło na relacje panujące za murami parafii.
Księża "za kulisami"
W polskiej kulturze zwyczaj zwracania się do duchownych jest głęboko ugruntowany i stanowi fundament okazywania czci sprawowanemu urzędowi. Od uniwersalnego „proszę księdza”, przez dostojne „Ekscelencjo” zarezerwowane dla biskupów, aż po papieskie „Wasza Świątobliwość” – język kościelny został skonstruowany tak, by stale przypominać o hierarchii i transcendentnym wymiarze posługi.
Ta fasada oficjalności rodzi jednak w wiernych naturalną ciekawość: jak w takim razie wygląda komunikacja, kiedy przy wspólnym stole siada kilku kapłanów? Właśnie to pytanie zadała jedna z internautek księdzu Piotrowi Jarosiewiczowi, duszpasterzowi znanemu z działalności w mediach społecznościowych, który z właściwym sobie dystansem postanowił zdemitologizować wyobrażenia o skostniałych obyczajach za zamkniętymi drzwiami.
Jak się zwraca do księdza?
Odpowiedź duchownego w pierwszej chwili rozbawiła odbiorców – Jarosiewicz z żartobliwym przekąsem rzucił: „Normalnie, ekscelencjo!”, kpiąc z powszechnego przekonania o wszechobecnym nadęciu. Zaraz potem przeszedł jednak do sedna, które dla wielu świeckich okazało się sporym zaskoczeniem.
Za kulisami oficjalnych ceremonii kapłani niemal bez wyjątku zwracają się do siebie po prostu po imieniu, całkowicie rezygnując ze sztucznych barier i ceremonialnych formuł. W prywatnych kontaktach dominuje absolutna swoboda, koleżeństwo i bezpośredniość, które pozwalają zrzucić ciężar urzędowego gorsetu i budować autentyczną, braterską więź z dala od wzroku parafian.
Praca czy tylko posługa?
Odsłonięcie tej nieformalnej rzeczywistości przypomina o podstawowej prawdzie, o której wierni nierzadko zapominają: pod koloratką zawsze kryje się zwykły człowiek, potrzebujący normalności, humoru i odpoczynku po wyczerpującej pracy duszpasterskiej. W realiach samotności, jaka bywa nieodłącznym elementem celibatu, możliwość zwyczajnego porozmawiania staje się dla księży psychologicznym wentylem bezpieczeństwa.
Równość w relacjach koleżeńskich nie podważa wagi powołania, lecz pozwala tworzyć zdrowe wspólnoty oparte na zaufaniu, a nie na strachu przed rangą. Podczas gdy w przestrzeni publicznej etykieta chroni sakralny wymiar instytucji, w przestrzeni prywatnej to zwykłe, ludzkie ciepło chroni samego kapłana przed rutyną i wypaleniem.