Ludzie przeczesują groby. Szukają smakołyków. To może zagrażać zdrowiu i życiu!
Cmentarz w tradycyjnym, europejskim kręgu kulturowym od stuleci stanowi nienaruszalną przestrzeń sacrum, w której powaga, cisza i pamięć o zmarłych wyznaczają sztywne granice dopuszczalnych zachowań. W ostatnich latach za naszą zachodnią granicą dokonuje się jednak głęboka redefinicja tej symboliki, w ramach której dawne nekropolie przestają być wyłącznie miejscem żałoby, a stają się tętniącymi życiem parkami i oazami miejskiej bioróżnorodności.
Zjawisko to przybiera formy, które w oczach wielu tradycjonalistów ocierają się o kulturowy szok.
Grzyby na cmentarzu?
Areną tego niecodziennego spektaklu stał się leśny cmentarz urnowy w drezdeńskiej dzielnicy Tolkewitz. Jego zarządca, Jens Börner, od lat konsekwentnie przełamuje utarte schematy, zapraszając mieszkańców do korzystania z uroków miejscowego ekosystemu. Na siedmiohektarowym, zabytkowym biotopie skatalogowano aż sto dwadzieścia dwa gatunki grzybów, wśród których prym wiodą cenione w kuchni koźlarze, podgrzybki i borowiki.
Tylko jednego jesiennego dnia w alejkach pojawiło się około stu zbieraczy. Jak tłumaczą eksperci, w tym ogrodnik Frank Schumann, leśne nekropolie stwarzają idealne warunki dla grzybni – specyficzny, wilgotny mikroklimat, brak intensywnej chemii oraz zróżnicowany drzewostan liściasty i iglasty czynią z nich prawdziwe eldorado dla amatorów leśnego runa.
Pasjonaci przeczesują cmentarze
Dla zachodnich zarządców terenów zielonych to jednak znacznie więcej niż sezonowa ciekawostka kulinarna. Michael Ballenberger, stojący na czele Niemieckiego Stowarzyszenia Ogrodników Cmentarnych, przekonuje na łamach dziennika „Bild”, że skostniałe podejście do cmentarzy bezpowrotnie odchodzi w przeszłość. Na współczesnych nekropoliach widok biegaczy trenujących w alejkach czy osób spotykających się na kawę staje się codziennością.
We Frankfurcie nad Menem, na osiemdziesięciohektarowym cmentarzu, powstał nawet słynny „Grób zielonego sosu”, na którym posadzono aromatyczne zioła, by upamiętnić ulubioną potrawę zmarłego i umożliwić bliskim czerpanie z nich składników do domowej kuchni, redefiniując intymny rytuał przeżywania żałoby.
Czy grzyby z cmentarza są bezpieczna dla zdrowia?
Tak radykalna zmiana obyczajowa rodzi jednak nieuchronne pytania o granice pomiędzy pożyteczną adaptacją zieleni miejskiej a zacieraniem szacunku wobec zmarłych. O ile zbieranie żywności czy rekreacja na terenie mogił dla jednych jest pięknym symbolem zwycięstwa życia nad śmiercią i triumfu ekologii, dla innych stanowi niepokojącą desakralizację i naruszenie miru wiecznego spoczynku. Nawet sami niemieccy ogrodnicy dostrzegają niebezpieczeństwa płynące z nadmiernego pragmatyzmu.
Choć dopuszczają grzybobranie w zamkniętych kwaterach, stanowczo sprzeciwiają się postępującej modzie na anonimowe pochówki trawnikowe, uznając zatarcie nazwiska zmarłego za niebezpieczną granicę, której cywilizowany człowiek przekraczać nie powinien.