"Ksiądz przekroczył granicę! W naszym domu panują nasze zasady"
Wizyta duszpasterska, potocznie zwana kolędą, od pokoleń wpisana jest w krajobraz polskich domów jako okazja do modlitwy, pobłogosławienia ogniska domowego oraz serdecznej rozmowy. Choć w zamyśle spotkanie to powinno budować mosty porozumienia, coraz częściej bywa źródłem dyskomfortu oraz bolesnego przekraczania granic prywatności.
Wielu wiernych z niepokojem wyczekuje pukania do drzwi, obawiając się niedyskretnych pytań o finanse czy intymne wybory życiowe. Przekonała się o tym pani Magdalena, która wraz z mężem i pięcioletnim synkiem ugościła duchownego herbatą, nie spodziewając się, że rutynowe spotkanie zamieni się w bezceremonialne rozliczanie jej z planów prokreacyjnych.
Ksiądz pojawił się w ich domu
Początek tegorocznej wizyty przebiegał według utartego scenariusza. Elegancki ksiądz z kolędową teczką i uśmiechem zasiadł przy stole, prowadząc uprzejmą wymianę zdań na temat pracy, parafii i nabożeństw. Nagle jednak, zerkając na bawiącego się małego Stasia, postanowił zmienić ton rozmowy.
– A kiedy będzie drugie? – zapytał bez ogródek duszpasterz. Zaskoczona gospodyni, sądząc początkowo, że gość ma na myśli kolejną filiżankę herbaty, dopytała z uśmiechem:
– Drugie co?
– Drugie dziecko. W waszym wieku to już powinniście planować następne, nie sądzicie? – rzucił z powagą duchowny.
W głowie kobiety natychmiast zrodził się bunt, lecz przez wzgląd na gościnność odpowiedziała jedynie zachowawczo, że życie bywa nieprzewidywalne.
Duchowny zadał im niewygodne pytanie
Duchowny nie zamierzał jednak odpuszczać tematu i kontynuował moralizatorski wykład.
– Wie pani, w rodzinie chrześcijańskiej dzieci to błogosławieństwo. Jedno to za mało. Trzeba myśleć o przyszłości – pouczał gospodarzy, przywołując jako wzór inną rodzinę z dziesiątką pociech.
Gdy mąż Magdaleny, chcąc załagodzić sytuację, zauważył, że ludzie borykają się z rozmaitymi przeciwnościami losu, w odpowiedzi usłyszeli protekcjonalne:
– Trzeba mieć więcej wiary.
– My to już z Panem Bogiem ustalimy – ucięła wreszcie z trudem panująca nad emocjami kobieta, czując, że kapłan bezpardonowo wszedł w najbardziej intymną strefę ich małżeństwa.
Dobrze zareagowali?
Gorycz po zakończonej kolędzie okazała się tym większa, gdy Magdalena podzieliła się odczuciami z bliskimi. Jej przyjaciółka Monika doświadczyła jeszcze bardziej bolesnej sytuacji.
– U nas było to samo! Ksiądz spytał mnie wprost, dlaczego nie mam dzieci, a ja prawie się popłakałam, bo właśnie straciliśmy ciążę. Oni nie mają pojęcia, co ludzie przeżywają, a rzucają takie pytania, jakby to było nic! – wyznała ze łzami.
Z kolei matka bohaterki próbowała tłumaczyć księdza:
– No wiesz, księża mają taki styl. Oni zawsze zachęcają do dzieci. Trzeba to wziąć z przymrużeniem oka – argumentowała, lecz dla młodego pokolenia takie podejście jest nie do przyjęcia.