Barykaduje się w domu przed dziećmi podczas Halloween! "Nie chce tych bacho**w"
Koniec października w polskich miastach od lat upływa pod znakiem sporu wokół Halloween – święta, które jedni traktują jako niewinną zabawę dla najmłodszych, a inni jako obcy i uciążliwy zwyczaj. Choć tradycja chodzenia po domach w poszukiwaniu słodyczy na stałe zagościła na osiedlach, nie wszyscy mieszkańcy mają ochotę otwierać drzwi poprzebieranym grupom.
Zamiast radosnej atmosfery, wieczór ten nierzadko staje się źródłem sąsiedzkich napięć, w których granica między dziecięcym żartem a wandalizmem bywa bezlitośnie przekraczana. Przedsmak prawdziwego oblężenia co roku przeżywa pewna mieszkanka Warszawy, która z powodu odmowy udziału w zabawie doświadczyła zniszczenia mienia, a w tym sezonie postanowiła zamienić swoje piętro w twierdzę nie do zdobycia.
Nie wpuszcza dzieci podczas Halloween
Warszawianka otwarcie deklaruje, że nie obchodzi żadnych świąt poza własnymi urodzinami i nie zamierza ulegać presji otoczenia, narzucającego jej obce zwyczaje. Niestety, jej asertywność spotkała się z agresywną reakcją ze strony osiedlowej młodzieży. W poprzednich latach kobieta wywieszała na klatce schodowej czytelne kartki z prośbą o spokój i niepukanie do drzwi, a nawet ustawiała prowizoryczne zapory.
W odpowiedzi spotkał ją jednak ordynarny „psikus” – rozjuszone odmową dzieci obrzuciły jej drzwi mąką i wysmarowały gęstym kisielem, którego sprzątaczka długo nie mogła doczyścić. Zdaniem kobiety zmuszanie kogokolwiek do świętowania poprzez akty złośliwości jest zaprzeczeniem idei dobrej zabawy.
Jak "broni się" przed psikusami?
Mając w pamięci straty i brak poszanowania jej prywatności, mieszkanka stolicy postanowiła sięgnąć po środki ostateczne. Wykorzystując fakt, że mieszka w penthousie na ostatnim piętrze budynku, zamierza technicznie odciąć windę, by nie dojeżdżała na jej kondygnację.
Jak zapowiada, w halloweenowy wieczór na klatce schodowej staną zasieki i barykady uniemożliwiające jakimkolwiek grupom dotarcie pod jej drzwi. Kobieta głośno pyta, dlaczego miałaby brać udział w tradycji, która jej nie odpowiada, retorycznie zauważając, że nikt przecież nie zmusza sąsiadów do celebrowania Chanuki czy innych świąt, jeśli sami tego nie chcą.
Halloween czy wieczór w domu?
Jej bezkompromisowa postawa wywołała w sieci prawdziwą burzę, dzieląc internautów na dwa obozy. Wielu komentujących stanęło murem za warszawianką, podkreślając, że zasada „nie znaczy nie” powinna obowiązywać zawsze, a obrzucanie drzwi jedzeniem to zwykłe chuligaństwo.
Zwracano uwagę, że nikt nie ma obowiązku kupować słodyczy ani znosić hałasu we własnym mieszkaniu. Z drugiej strony nie zabrakło głosów krytyki ze strony osób uważających jej reakcję za przesadzoną. Część komentatorów argumentowała, że wystarczyłoby kupić dwa kilogramy cukierków i postawić miskę przed drzwiami, zarzucając kobiecie brak życzliwości i niepotrzebne psucie dziecięcej radości.