Małe przychodnie upadają. Kolejki rosną. Nowe przepisy NFZ uderzają w pacjentów
Wiele osób starszych i niepełnosprawnych traci szansę na ćwiczenia z fizjoterapeutą we własnym domu. Do urzędów trafia coraz więcej skarg od wściekłych pacjentów. Wszystko przez nowe zasady i limity, które wprowadził Narodowy Fundusz Zdrowia.
Nowe przepisy i ogromne kolejki
Od kwietnia 2026 roku obowiązują nowe zasady, które mocno utrudniły życie chorym. Pierwszą dużą zmianą jest tak zwana rejonizacja. Oznacza to, że fizjoterapeuta może odwiedzać pacjentów tylko w tym województwie, w którym pracuje jego firma. Przez to wiele przychodni musiało zrezygnować z pracowników, którzy dojeżdżali z sąsiednich regionów. Drugi problem to nowe limity czasu pracy. Teraz rehabilitanci mogą poświęcić tylko jedną piątą swojego czasu na wizyty w domach pacjentów. To sprawiło, że przychodnie muszą zwalniać pracowników i drastycznie zmniejszać liczbę osób, którym pomagają. W efekcie pacjenci, którzy nie mogą wstać z łóżka, słyszą w słuchawce, że najbliższy wolny termin jest za pół roku albo nawet później. Dla osoby z zaawansowaną chorobą, taką jak Parkinson czy stan po udarze, kilka miesięcy przerwy w ćwiczeniach to wyrok. Bez ruchu ich mięśnie zanikają, a ból staje się nie do zniesienia.
NFZ twierdzi, że zmiany były potrzebne, żeby lepiej kontrolować wydatki, ale pacjenci czują się po prostu porzuceni przez system. Skarg jest mnóstwo - w tym roku wpłynęło ich już prawie dziesięć razy więcej niż w całym poprzednim roku.
Dlaczego małe przychodnie znikają z rynku?
Małe, lokalne gabinetu fizjoterapii mają coraz większe problemy, by przetrwać. Według właścicieli przychodni, nowe zasady NFZ promują wielkie firmy, które działają w całym kraju. Te duże korporacje wygrywają prawie wszystkie konkursy na pieniądze z państwa, bo oferują bardzo niskie ceny.
Mniejsze punkty, które od lat pomagały ludziom w małych miasteczkach, nie mogą sobie pozwolić na tak niskie stawki i przez to wypadają z systemu. Kolejnym absurdem jest to, że przepisy są bardzo sztywne. Jeśli jeden rehabilitant zachoruje i pójdzie na zwolnienie, nikt nie może go zastąpić. Dlaczego? Bo inni pracownicy mają już wypełniony swój limit godzin na wizyty domowe i nie wolno im pracować ani minuty dłużej.
Pacjent dowiaduje się wtedy nagle, że jego rehabilitacja zostaje przerwana i nikt nie wie, kiedy specjalista znowu się u niego pojawi. Ludzie są sfrustrowani i czują, że biurokracja stała się ważniejsza niż zdrowie człowieka. Zamiast stałej opieki znanej osoby, chorzy są skazani na czekanie w kolejkach, których końca nie widać.
Co na to NFZ i jak wygląda przyszłość?
Narodowy Fundusz Zdrowia w rozmowie z WP, tłumaczy, że za organizację pracy odpowiadają same przychodnie i to one powinny tak układać grafik, żeby starczyło czasu dla każdego. Urzędnicy twierdzą, że sprawdzają, czy firmy dobrze wywiązują się ze swoich umów i jeśli pojawiają się skargi, to reagują. Jednak dla pacjentów takie wyjaśnienia to za mało.
Eksperci zauważają, że jakość usług w wielkich firmach, które nie mają nawet swoich stacjonarnych gabinetów, jest trudna do sprawdzenia. Nie wiadomo, czy tacy fizjoterapeuci naprawdę poświęcają chorym tyle czasu, ile powinni. Sytuacja z każdym miesiącem staje się coraz trudniejsza, a problem „rozlewa się” na kolejne regiony Polski.
Jeśli przepisy się nie zmienią, rehabilitacja domowa może stać się usługą tylko dla bogatych, których stać na prywatne wizyty. Osoby starsze, utrzymujące się z niskich emerytur, zostaną bez żadnego wsparcia. Rodziny chorych walczą o pomoc przez media i piszą listy do ministerstwa, mając nadzieję, że ktoś w końcu zauważy ich dramat. Na razie jednak kalendarze specjalistów są zapełnione na wiele miesięcy do przodu, a pacjenci czekają bezczynnie w swoich łóżkach na pomoc, która może przyjść za późno.