Młody chłopak zniknął w Darłowie przed Emilią Koprowską! Znaleziono 7 kości
Zimowy pejzaż nadmorskich kurortów, poza sezonem turystycznym opustoszałych i spowitych chłodną mgłą, bywa scenerią zdarzeń, których tajemnica przez dekady opiera się wysiłkom organów ścigania. W sylwestrową noc 2011 roku w Darłówku beztroska atmosfera noworocznej zabawy zderzyła się z niewytłumaczalnym dramatem, który na stałe wpisał się do kronik kryminalnych Pomorza.
Dwudziestoparoletni Michał Stachowicz, student piątego roku stojący u progu dorosłego życia zawodowego, w pewnym momencie opuścił trwające przyjęcie towarzyskie. Mężczyzna wyszedł w mroźną noc sam, bez wierzchniego okrycia, nie zabierając ze sobą nawet kurtki. Zniknął bez śladu w ciemnościach nadmorskiej miejscowości, rozpoczynając jedno z najbardziej zagadkowych postępowań poszukiwawczych w regionie.
Nagle zniknął w mroźną noc
Prowadzone przez policję, ratowników i wolontariuszy działania poszukiwawcze przez kolejne miesiące nie przynosiły żadnego przełomu. Linia brzegowa Bałtyku i okoliczne lasy zdawały się pochłaniać wszelkie materialne poszlaki. Dopiero pół roku później, latem 2012 roku, na jednej z piaszczystych wydm przypadkowi świadkowie natrafili na makabryczne znalezisko: siedem ludzkich kości.
Skomplikowane badania genetyczne oraz analiza próbek DNA bezsprzecznie potwierdziły, że szczątki należą do zaginionego studenta. Zamiast przynieść upragnione rozstrzygnięcie, identyfikacja postawiła śledczych przed murem nie do przebicia. Z uwagi na znikomy materiał anatomiczny oraz procesy rozkładu biegli z zakresu medycyny sądowej nie byli w stanie określić bezpośredniej przyczyny zgonu, a pozostała część ciała Michała – mimo ponownego przeszukania terenu – nigdy nie została odnaleziona.
Wstrząsające znalezisko
Sprawa szybko utknęła w martwym punkcie, rodząc szereg wykluczających się hipotez, których weryfikacja okazała się niemożliwa. Dochodzenie koncentrowało się wokół pytania, jak doszło do zgonu i w jaki sposób szczątki znalazły się na wydmie. Rozważano tragiczny wypadek, gwałtowną hipotermię wywołaną ucieczką w mróz bez odzieży, nieszczęśliwe utonięcie w morzu i wtórne przemieszczenie kości przez żywioł lub leśną zwierzynę, a także udział osób trzecich.
Choć drobiazgowa analiza zebranego materiału nie wykazała bezpośrednich śladów przestępstwa, eksperci nie mogli całkowicie wykluczyć brutalnego zabójstwa i celowego ukrycia zwłok. Brak kompletnego szkieletu i śladów tkanek miękkich na zawsze zablokował możliwość odtworzenia ostatnich godzin życia mężczyzny.
Czy te sprawy się łączą?
Mroczny cień tamtego śledztwa powrócił nad Darłówko po czternastu latach, ożywiając traumatyczne wspomnienia mieszkańców. W tej samej nadmorskiej okolicy doszło bowiem do kolejnego, równie niepokojącego zaginięcia – w tajemniczych okolicznościach przepadła Emilia Koprowska.
Zbieżność terytorialna oraz nagły charakter zniknięcia sprawiły, że nierozliczona przeszłość natychmiast powróciła na czołówki lokalnych mediów. Choć każda sprawa kryminalna wymaga odrębnej analizy dowodowej i ostrożności przed pochopnym łączeniem faktów, w odbiorze społecznym pojawiło się dojmujące poczucie ponurej repetycji losu w tym samym, surowym krajobrazie.