Ten błąd może kosztować cię nawet 1200 złotych. Popełnia go wielu kierowców!
Wielu kierowców codziennie łamie przepisy podczas parkowania, nawet o tym nie wiedząc. Często robimy to z przyzwyczajenia lub pośpiechu, ale straż miejska i policja nie znają litości. Jeden błąd pod sklepem lub na wąskim chodniku może nas kosztować ponad tysiąc złotych.
Jak parkować na chodniku, żeby nie dostać kary?
Parkowanie na chodniku to w polskich miastach codzienność, bo miejsc parkingowych ciągle brakuje. Wielu z nas zostawia auto dwoma kołami na krawężniku i idzie do domu, myśląc, że wszystko jest w porządku. Jednak przepisy jasno mówią: pieszy musi mieć dla siebie co najmniej 1,5 metra wolnego przejścia. Jeśli zostawisz mniej miejsca, parkujesz nielegalnie.
Większość kierowców ocenia tę odległość „na oko”, a to duży błąd. Wystarczy, że chodnik jest wąski, a Ty staniesz trochę za głęboko i już blokujesz przejście matce z wózkiem lub osobie na wózku inwalidzkim.
Służby mundurowe często używają miarek i jeśli wyjdzie im mniej niż ustawowe półtora metra, mandat masz jak w banku. Kolejna sprawa to waga auta - jeśli Twój samochód waży więcej niż 3,5 tony, w ogóle nie masz prawa wjeżdżać na chodnik, nawet jeśli zostawisz pieszym dużo miejsca. Warto o tym pamiętać, zwłaszcza gdy jeździmy większymi autami dostawczymi. Rutyna jest tutaj najgorszym doradcą, bo to, że inni stają w danym miejscu od lat, nie oznacza wcale, że robią to zgodnie z prawem.
Pułapka parkowania „tylko na chwilę”
Najwięcej mandatów kierowcy dostają wtedy, gdy wyskakują z auta „dosłownie na moment”. Szybkie zakupy, apteka czy odebranie paczki to sytuacje, w których najłatwiej o błąd. Często stajemy wtedy zbyt blisko pasów dla pieszych lub skrzyżowania. Przepisy mówią wyraźnie: nie wolno parkować bliżej niż 10 metrów od przejścia. Dlaczego? Bo Twój samochód zasłania widoczność innym kierowcom i pieszym, co może doprowadzić do potrącenia.
Dla policjanta nie ma znaczenia, czy poszedłeś po bułki na dwie minuty, czy zostawiłeś auto na całą noc - wykroczenie jest takie samo. Wielu kierowców błędnie myśli, że włączenie świateł awaryjnych chroni ich przed mandatem. Prawda jest taka, że „awaryjne” podpowiadają tylko straży miejskiej, że w środku nie ma kierowcy i można spokojnie wypisać wezwanie. Takie „chwilowe” parkowanie to najprostsza droga do wysokiej kary, zwłaszcza w centrach miast, gdzie patrole są bardzo częste. Zamiast ryzykować, lepiej zaparkować kawałek dalej i przejść się kawałek pieszo.
Kiedy mandat wynosi aż 1200 złotych?
Kary za złe parkowanie mogą być bardzo bolesne dla portfela, a najwyższe stawki dotyczą najbardziej rażących błędów. Jeśli zaparkujesz na miejscu dla osób niepełnosprawnych, nie mając do tego uprawnień, musisz liczyć się z mandatem w wysokości 800 złotych.
Ale to nie wszystko - jeśli dodatkowo użyjesz cudzej karty parkingowej, kara wzrasta do 1200 złotych. To ogromna suma, która dla wielu osób oznacza połowę wypłaty. Do tego dochodzą punkty karne, które zostaną na Twoim koncie. Jeszcze gorzej jest, gdy Twoje auto zostanie odholowane na parking strzeżony. Koszt lawety to kilkaset złotych, a każda doba na parkingu depozytowym kosztuje kolejne pieniądze. Sumując mandat, lawetę i parking, łatwo przekroczyć barierę tysiąca złotych za jedno złe postawienie samochodu. Stracisz też mnóstwo czasu na jeżdżenie po urzędach i odbieranie auta z drugiego końca miasta. Dlatego zanim zgasisz silnik, zawsze sprawdź znaki i upewnij się, że Twój samochód nikomu nie przeszkadza. Oszczędność kilku minut nie jest warta tak dużych problemów i wydatków.