Ojciec zgotował jej piekło. 13-latka odnaleziona!
W dziejach nauk o człowieku niewiele jest historii, które obnażałyby granice ludzkiego okrucieństwa i tajemnicę rozwoju umysłu w sposób tak wstrząsający, jak losy trzynastoletniej dziewczynki odnalezionej w 1970 roku w Los Angeles. Świat poznał ją pod pseudonimem Genie Wiley – imieniem symbolizującym istotę wypuszczoną nagle z ciasnej izolacji do rzeczywistości, której zupełnie nie rozumiała.
Jej pojawienie się w przestrzeni publicznej zbiegło się z momentem, w którym psychologia i lingwistyka gorączkowo poszukiwały odpowiedzi na pytanie o to, co w człowieku jest wrodzone, a co stanowi owoc społecznego kontaktu. Dla świata nauki przypadek ten stał się bezprecedensowym poligonem badawczym, lecz dla bezbronnej dziewczynki stanowił zaledwie kolejny rozdział życiowej tragedii.
Piekło za zamkniętymi drzwiami
Koszmar, który zgotował jej własny ojciec, trwał niemal od dwudziestego miesiąca życia. Przez ponad dekadę Genie wegetowała zamknięta w małym, ponurym pokoju, przywiązywana za dnia do prowizorycznego nocnika, a noce spędzając w klatkowatym łóżeczku. Skrajna izolacja sensoryczna łączyła się z terrorem fizycznym: każda próba wydania dźwięku była brutalnie karana, co skazało dziecko na egzystencję w absolutnej, wymuszonej ciszy.
W chwili wyzwolenia trzynastolatka znajdowała się w stanie skrajnego wyniszczenia fizycznego i poznawczego. Nie potrafiła wyprostować kończyn, poruszała się osobliwym, chwiejnym krokiem, a jej zasób słownictwa ograniczał się do zaledwie kilku wyrazów, sprowadzając jej zdolności do poziomu kilkumiesięcznego niemowlęcia.
Przymusowa izolacja
Dramat nastolatki błyskawicznie przykuł uwagę najwybitniejszych amerykańskich badaczy, stając się kluczowym testem dla tak zwanej hipotezy okresu krytycznego w akwizycji języka. Naukowcy chcieli sprawdzić, czy mózg pozbawiony bodźców lingwistycznych we wczesnym dzieciństwie jest jeszcze w stanie przyswoić mowę.
Genie okazała się niezwykle pojętna: z fascynacją chłonęła nazwy otaczających ją przedmiotów i potrafiła komunikować proste idee. Mimo intensywnej pracy z terapeutami bariera neurologiczna okazała się jednak nie do pokonania. Dziewczynka nigdy nie opanowała zasad gramatyki ani płynności językowej, co stało się naukowym dowodem na to, że po zamknięciu biologicznego okna rozwojowego pewne zdolności umysłowe przepadają bezpowrotnie.
Jak czuła się po wyjściu z więzienia?
Wokół Genie szybko wyrosła jednak siatka relacji, która z biegiem lat wywołała głęboki kryzys etyczny. Naukowcy, którzy badali jej postępy, jednocześnie pełnili role opiekunów prawnych i tymczasowych rodziców, niebezpiecznie zacierając granicę między chłodnym obiektywizmem a emocjonalnym uwikłaniem.
Kiedy w 1974 roku rządowe granty dobiegły końca, a zainteresowanie akademickie osłabło, kruchy świat dziewczyny legł w gruzach. Trafiła w tryby bezdusznego systemu opieki zastępczej, wędrując z rąk do rąk i doświadczając w nowych placówkach kolejnych aktów przemocy i zaniedbania. Wskutek ponownej traumy Genie utraciła większość mozolnie nabytych umiejętności, cofając się w rozwoju i zamykając na świat zewnętrzny.