Wydarzenia Gwiazdy Finanse Zdrowie
Obserwuj nas na:
GorąceTematy.pl > Wydarzenia > Ukrainka nie przebierała w słowach. "Gdy słyszę język polski, reaguję tak samo jak na rosyjski"
Klaudia Tomaszewska
Klaudia Tomaszewska 04.11.2026 09:58

Ukrainka nie przebierała w słowach. "Gdy słyszę język polski, reaguję tak samo jak na rosyjski"

Ukrainka nie przebierała w słowach. "Gdy słyszę język polski, reaguję tak samo jak na rosyjski"
fot. facebook.com

Entuzjazm bezprecedensowej solidarności, która w pierwszych miesiącach po rosyjskiej inwazji połączyła Polskę i Ukrainę, z biegiem czasu zaczął ustępować miejsca znużeniu, wzajemnym pretensjom i nieprzepracowanym traumom przeszłości. Kruchy most budowany na odruchu serca milionów obywateli coraz wyraźniej chwieje się pod naporem politycznych kalkulacji i niezagojonych ran, które przez dziesięciolecia ciążyły na relacjach obu narodów.

Dziś, gdy emocje wokół pamięci zbiorowej na powrót biorą górę nad pragmatyzmem sojuszu, przestrzeń debaty publicznej staje się areną bolesnych, bezkompromisowych deklaracji. Zamiast wyczekiwanego dialogu pojawia się język oskarżeń i rosnący chłód, obnażający głębokie pęknięcie między sąsiadami, których jeszcze niedawno zdawała się łączyć wspólnota egzystencjalnego losu.

Mocne słowa Ukrainki

Dojmującym symbolem tego regresu stał się głośny głos ukraińskiej publicystki i filozofki Tamary Złubiny, opublikowany na łamach „Gazety Wyborczej”. Autorka projektu „Gender w Detalach” obarczyła stronę polską główną odpowiedzialnością za kryzys wzajemnego zaufania, wskazując na polityczną instrumentalizację nastrojów, protesty rolników czy rozsypywanie zboża na torach. 

Prawdziwym wstrząsem okazało się jednak jej osobiste wyznanie: po prezydenckiej kampanii i wyborczym zwycięstwie Karola Nawrockiego jej emocjonalny stosunek do Polski uległ tak radykalnemu przeobrażeniu, że dźwięk języka polskiego zaczął wywoływać w niej odruch tożsamy z reakcją na rosyjski – niechęć i potrzebę ucieczki. Ta skrajna paralela ukazała, jak cienka bywa granica między sympatią a resentymentem.

Konflikt między narodami

W eseju Złubiny na pierwszy plan powrócił jednak najtrudniejszy węzeł polsko-ukraińskiego sąsiedztwa – kwestia polityki historycznej i kultu Ukraińskiej Powstańczej Armii. Zarzucając Warszawie łamanie ustaleń o ochronie miejsc pamięci, publicystka podważyła powszechnie przyjmowaną liczbę stu tysięcy polskich ofiar rzezi wołyńskiej, kwitując dramat stwierdzeniem, że „każda strona miała swoje powody”. 

Próba symetryzacji win poprzez przywołanie ukraińskich ofiar Armii Krajowej oraz prowokacyjne pytanie, czy dla Polski lepsza jest niepodległa Ukraina czcząca UPA, czy powrót rosyjskiej dominacji na Kresach, dotknęły najczulszych strun polskiej wrażliwości, wywołując falę oburzenia i poczucie relatywizowania ludobójstwa.

Z czego to wynika?

Reakcja społeczna w Polsce unaocznia, że historyczne symbole mają dziś siłę niszczenia najtrwalszych porozumień. Jak wykazał sondaż SW Research dla „Rzeczpospolitej”, decyzja prezydenta Wołodymyra Zełenskiego o nadaniu jednostce wojskowej imienia „Bohaterów UPA” wywołała pogorszenie nastrojów u niemal pięćdziesięciu dwóch procent Polaków, uderzając najmocniej w młode pokolenie i mężczyzn. 

Zderzenie ukraińskiej potrzeby mitologizacji walki o niepodległość z polską pamięcią o bezbronnych ofiarach Wołynia tworzy barierę, której nie sposób zasypać doraźną polityczną poprawnością. Heroizacja formacji odpowiedzialnych za czystki etniczne staje się dla polskiej opinii publicznej granicą moralnego kompromisu.

Klaudia Tomaszewska
O autorze
Klaudia Tomaszewska
Redaktor GorąceTematy

Ukończyłam studia na kierunku Dziennikarstwo i realizacja dźwięku, a prywatnie interesuję się show-biznesem, literaturą i przyrodą. Gdy nie czytam i nie piszę, to biegam. Nałogowo i niemalże do znudzenia oglądam filmy z gatunku science-fiction.

Zobacz wszystkie artykuły autora >
Tagi: Ukraina Polska
Wybór Redakcji
GorąceTematy.pl
Obserwuj nas na: