Reporter Republiki zatrzymany na granicy! Nie wpuszczono go do własnego kraju. „To ilustracja republiki bananowej”
Reporter TV Republika dotarł na granicę kolumbijsko-wenezuelską, by relacjonować wydarzenia, o których mówi dziś cały świat. Choć pochodzi z Wenezueli i mieszka tam jego ojciec, nie został wpuszczony do kraju. Bartosz Gonzalez nie kryje emocji. – To bardzo przykre doświadczenie i dowód na absurd tego reżimu – mówi wprost.
- Jedyna polska telewizja na granicy Wenezueli
- „Nie mogę zobaczyć ojca”. Osobisty dramat reportera
- Maduro pod sądem w USA, propaganda w kraju trwa
Jedyna polska telewizja na granicy Wenezueli
TV Republika jako jedyna polska stacja dotarła na granicę kolumbijsko-wenezuelską. To właśnie stamtąd Bartosz Gonzalez łączył się na żywo, pokazując widzom miejsce, które stało się symbolem kryzysu i politycznego napięcia. Wenezuela znów znalazła się w centrum uwagi świata po tym, jak dyktator Nicolas Maduro oraz jego żona Cilia Flores usłyszeli w sądzie federalnym w Nowym Jorku cztery poważne zarzuty. Chodzi m.in. o udział w narkoterrorystycznej zmowie i sprowadzanie kokainy do Stanów Zjednoczonych.
Maduro i Flores nie przyznali się do winy, a kolejna rozprawa została wyznaczona na 17 marca. Tymczasem na granicy sytuacja wygląda zupełnie inaczej niż w oficjalnych komunikatach reżimu. Choć kraj formalnie funkcjonuje, a internet i media społecznościowe działają, wjazd do Wenezueli okazuje się niemożliwy nawet dla własnych obywateli.
„Nie mogę zobaczyć ojca”. Osobisty dramat reportera
Bartosz Gonzalez pochodzi z Wenezueli. To tam wciąż mieszkają jego rodzice, w tym ojciec, który przebywa w mieście Merida, zaledwie około 200 kilometrów od granicy. Mimo to reporter został zatrzymany przez strażnika i zawrócony.
– To dla mnie bardzo przykre doświadczenie i to podkreśla, jak kuriozalny jest ten reżim. Jeśli ktoś szuka definicji republiki bananowej, to właśnie ją znalazł – mówił na antenie TV Republika.
Jak podkreśla, jego sytuacja nie jest wyjątkiem. Wielu Wenezuelczyków, którzy opuścili kraj, od lat nie może zobaczyć swoich bliskich. – To są czasami dekady bez kontaktu z rodziną – zaznaczył. Emocje są tym większe, że formalnie nie ciąży na nim żaden zakaz ani zarzut. – Jestem sam. Czy ja jestem niebezpieczny? Według żołnierza na moście zagrażam reżimowi – ironizował reporter.
Maduro pod sądem w USA, propaganda w kraju trwa
Podczas gdy w Stanach Zjednoczonych toczy się proces przeciwko Maduro i jego żonie, w samej Wenezueli media rządowe przedstawiają sytuację w całkowicie odmienny sposób. Z relacji Gonzaleza wynika, że państwowa propaganda mówi o „zamachu” i „spisku”, nie wspominając ani słowem o pustych półkach, dramatycznej sytuacji ekonomicznej czy milionach obywateli rozdzielonych z rodzinami.
– To jest coś, o czym powinniśmy pamiętać w Polsce. Polska tak niedawno odzyskała wolność. Doceńmy to, co mamy, bo nie każdy ma taki komfort – mówił reporter. – Jesteśmy właśnie w kraju, w którym tego komfortu nie ma – dodał.
Bartosz Gonzalez zapowiada, że jeśli tylko granica zostanie otwarta, TV Republika wróci na miejsce i pokaże widzom prawdziwy obraz Wenezueli po ewentualnym odejściu ludzi Maduro i Chaveza. Na razie jednak granica pozostaje zamknięta, a jego osobista historia staje się symbolem losu tysięcy Wenezuelczyków, którym reżim odebrał coś najcenniejszego – możliwość bycia z rodziną.