Zamówił jajko w polskich górach i prawie zwaliło go z nóg! Rachunek opiewał na absurdalną sumę
Wyprawa w Tatry to dla wielu Polaków coroczny rytuał, który obok zachwytu przyrodą coraz częściej stawia turystów przed koniecznością sięgnięcia do kieszeni. Choć powszechnie wiadomo, że wysokogórska gastronomia rządzi się swoimi prawami ze względu na brak konkurencji i trudniejsze warunki, to niektóre pozycje w menu potrafią wprawić w osłupienie nawet doświadczonych wędrowców.
Przyzwyczajeni do wyższych stawek piechurzy zazwyczaj przymykają oko na ceny obiadów, jednak wycena podstawowych produktów potrafi wywołać w sieci prawdziwe poruszenie. Przekonał się o tym pan Waldek, który po wizycie w tatrzańskim schronisku podzielił się fotografią rachunku, na którym kwota za zwykłe gotowane jajka wywołała lawinę komentarzy.
Rachunek grozy
Bohater dyskusji od dawna przemierza szlaki i doskonale zna realia Podhala, przez co daleki jest od histerycznego straszenia „paragonami grozy”. W schronisku zamówił dwa zestawy śniadaniowe po 32 złote oraz dwie herbaty z cytryną za 12 złotych od szklanki, co uznał za akceptowalny standard.
Zaskoczenie przyniosła jednak dopłata do posiłku. Mężczyzna uznał porcję za zbyt skromną i domówił cztery jajka ugotowane na twardo. Gdy otrzymał rachunek, okazało się, że za każdą sztukę doliczono aż 8 złotych. Dodatkowe jajka kosztowały go łącznie 32 złote – dokładnie tyle, ile zapłacił za cały pełnowartościowy zestaw śniadaniowy, windując ostateczną kwotę do 124 złotych.
Cena z kosmosu
Wpis turysty natychmiast wywołał ożywioną polemikę na temat granic windowania cen w górskich obiektach. Część internautów próbowała usprawiedliwiać schronisko logistyką, a jeden z komentatorów zauważył, że na alpejskim szczycie Zugspitze za jajko płaci się 4,5 euro. Pan Waldek szybko ostudził te porównania, przypominając o kluczowym szczególe.
Obiekt, w którym zjadł śniadanie, wcale nie jest zawieszony na niedostępnej turni wymagającej transportu koleją linową czy zębatą, lecz mieści się na wysokości Zakopanego, gdzie dowóz zaopatrzenia odbywa się zwykłą drogą kołową bez konieczności ponoszenia ekstremalnych kosztów.
Przesadnie wysoka?
Sprawa rachunku dotyka szerszego problemu, jakim jest zmiana charakteru polskich schronisk, które z klimatycznych przystani dla zmęczonych piechurów przeistaczają się w nastawione na maksymalizację zysku lokale. Nikt nie oczekuje stawek rodem z miejskich dyskontów, a prowadzenie kuchni wiąże się z rosnącymi kosztami energii i personelu, lecz marże nakładane na elementarne produkty budzą uzasadniony niesmak.
Wycenianie gotowanego jajka na poziomie niemal połowy ceny całej sklepowej wytłaczanki to dla wielu wędrowców przykład wykorzystywania pozycji monopolisty na szlaku, gdzie turysta pozbawiony jest alternatywy.