Mogą sparaliżować całą Polskę. Pilna narada u premiera
Jedno zdjęcie wystarczyło, by w sieci zawrzało. Donald Tusk w otoczeniu kluczowych ministrów i szefów służb, zamknięte drzwi, poważne miny i lakoniczny komunikat Kancelarii Premiera. Oficjalnie – rutynowa narada. Nieoficjalnie – gra toczy się o coś znacznie większego. Eksperci alarmują: Polska może być celem ataku, który sparaliżuje kraj bez jednego wystrzału.
- Tajemnicze zdjęcie z KPRM. Dlaczego rząd milczy?
- Wojna bez bomb i czołgów. Czym jest atak na infrastrukturę krytyczną
- Blackout to nie fikcja. Jak przygotować się na najgorszy scenariusz
Tajemnicze zdjęcie z KPRM. Dlaczego rząd milczy?
W sobotnie popołudnie media społecznościowe obiegła fotografia opublikowana przez Kancelarię Premiera. Donald Tusk siedzi przy stole konferencyjnym, obok niego ministrowie odpowiedzialni za bezpieczeństwo, wojsko i sprawy wewnętrzne. Atmosfera? Gęsta. Treść komunikatu? Skrajnie oszczędna.
Brak szczegółów tylko podsycił spekulacje. Analitycy i komentatorzy zgodnie twierdzą, że nie była to zwykła odprawa. Nietypowa forma przekazu ma – ich zdaniem – wysłać sygnał: zagrożenie jest realne, ale jego skala nie może zostać ujawniona publicznie. Powód? Zbyt wiele informacji mogłoby pomóc potencjalnym agresorom.
Polska, jako kluczowy kraj na wschodniej flance NATO i logistyczne zaplecze regionu, znajduje się dziś w centrum zainteresowania wrogich wywiadów i grup hakerskich działających na ich zlecenie. Stawką nie są dane urzędników czy strony internetowe, lecz fundamenty funkcjonowania państwa.
Wojna bez bomb i czołgów. Czym jest atak na infrastrukturę krytyczną
Eksperci ds. cyberbezpieczeństwa nie mają wątpliwości: nowoczesna wojna może zostać wygrana bez użycia tradycyjnej broni. Wystarczy skuteczny atak na systemy sterujące infrastrukturą krytyczną – elektrownie, rafinerie, sieci energetyczne czy gazowe.
Te obiekty są zarządzane przez zaawansowane systemy komputerowe, m.in. SCADA, które regulują napięcie w sieciach, przepływ gazu czy pracę turbin. Ich przejęcie lub zablokowanie może doprowadzić do efektu domina. Najpierw gaśnie światło, potem stają pociągi, przestają działać bankomaty i terminale płatnicze, a szpitale przechodzą w tryb awaryjny.
Taki scenariusz oznaczałby realne zagrożenie dla życia i zdrowia obywateli. Brak prądu to także brak wody, ogrzewania i łączności. Eksperci podkreślają: to nie jest political fiction, lecz realne ryzyko, z którym mierzą się dziś wszystkie nowoczesne państwa.
Blackout to nie fikcja. Jak przygotować się na najgorszy scenariusz
W obliczu rosnącego napięcia w cyberprzestrzeni służby apelują o rozsądek i przygotowanie. Każde gospodarstwo domowe powinno być gotowe na kilkudziesięciogodzinny, a nawet kilkudniowy brak prądu.
Podstawą są niezależne źródła światła i energii: latarki, najlepiej czołowe, zapas baterii oraz naładowane powerbanki o dużej pojemności. Warto mieć także świece i zapałki, pamiętając o zasadach bezpieczeństwa.
Kluczowy jest dostęp do informacji. Radio na baterie może okazać się jedynym kanałem komunikacji z władzami, gdy internet i sieć komórkowa przestaną działać. Równie ważna jest gotówka – bez prądu bankomaty i terminale będą bezużyteczne.
Nie można zapominać o wodzie i żywności. Minimum to dwa litry wody na osobę dziennie oraz zapas produktów, które można spożyć bez gotowania: konserwy, suchary, orzechy czy batony energetyczne. Dla osób z kuchenką elektryczną ratunkiem może być mała kuchenka turystyczna na gaz.
Czy rząd ma sytuację pod kontrolą? Oficjalnie – tak. Ale jedno jest pewne: zdjęcie z KPRM nie pojawiło się przypadkiem. A cisza bywa czasem najgłośniejszym alarmem.