Padła konkretna data. Przepowiednia mówi, kiedy skończy się zima
Na niewielkiej polanie, jeszcze przed świtem, wszystko rozstrzygnęło się w kilka sekund. Tłumy czekały w ciszy, wiedząc, że symboliczny gest może przesądzić o tym, jak długo jeszcze potrwa to, co wielu chciałoby już zostawić za sobą.
- Jedno poranne wyjście i wielkie oczekiwanie
- Tradycja silniejsza niż statystyki
- Inne miejsca, inne znaki. Sprzeczne prognozy
Jedno poranne wyjście i wielkie oczekiwanie
Każdego roku ten sam rytuał przyciąga tysiące ludzi z całych Stanów Zjednoczonych i spoza nich. Punktualnie 2 lutego, w małym miasteczku Punxsutawney w Pensylwanii, oczy wszystkich skierowane są na jedno miejsce. Zanim jednak padnie jakakolwiek deklaracja, atmosfera gęstnieje. Są przemówienia, muzyka, odliczanie i poczucie uczestniczenia w czymś, co wymyka się logice, a jednak wciąż fascynuje.
Gdy mistrzowie ceremonii z Punxsutawney Groundhog Club sięgnęli do nory i obudzili świstaka Phila, nikt jeszcze nie mówił wprost, co to oznacza. Liczył się moment - to, czy zwierzę „zareaguje” w określony sposób. Według tradycji, jeśli zobaczy swój cień, nadzieje na szybką zmianę trzeba odłożyć. I właśnie taki sygnał przekazano zgromadzonym.
Tym samym ogłoszono, że to, co trwa, potrwa jeszcze około sześciu tygodni. Reakcje były mieszane: jedni przyjęli werdykt z uśmiechem i dystansem, inni z wyraźnym rozczarowaniem. Choć wszystko ma charakter symboliczny, dla wielu uczestników to ważny moment w kalendarzu.
Tradycja silniejsza niż statystyki
Choć wydarzenie ma długą historię, liczby nie są dla głównego bohatera szczególnie łaskawe. Analizy pokazują, że przewidywania Phila sprawdzają się rzadko - od 2005 roku trafność ocen nie przekracza jednej trzeciej przypadków. Co więcej, świstak znacznie częściej „zapowiada” dłuższe trwanie zimowych warunków niż szybkie nadejście wiosny.
Mimo to ceremonia nie traci na popularności. Wręcz przeciwnie - jej znaczenie kulturowe wykracza daleko poza meteorologię. Obchody sięgają 1887 roku i wywodzą się z przesądów niemieckich imigrantów, którzy wierzyli, że zachowanie zwierząt może zdradzić przyszłość pogody. Z czasem lokalny zwyczaj przerodził się w narodowy fenomen.
Ogromny wpływ na rozpoznawalność wydarzenia miał film Dzień świstaka z Billem Murrayem, który sprawił, że Punxsutawney stało się symbolem powtarzalności, oczekiwania i przewrotnego humoru losu. Dziś dla wielu osób to właśnie ta warstwa, kulturowa i symboliczna, jest najważniejsza.
Inne miejsca, inne znaki. Sprzeczne prognozy
Co ciekawe, nie wszędzie sygnał był taki sam. Podczas gdy w Pensylwanii przekaz był jednoznaczny, w Kanadzie dominowały zupełnie inne nastroje. Tamtejsze świstaki, m.in. Fred la Marmotte w Quebecu czy Wiarton Willie w Ontario, „nie dostrzegły” tego, co miało zwiastować dłuższe trwanie zimy. W ich interpretacji oznacza to wcześniejsze nadejście wiosny.
Podobny sygnał wysłał Shubenacadie Sam w Nowej Szkocji, choć w tym przypadku uroczystości musiały zostać ograniczone ze względu na zbliżającą się śnieżycę. Co więcej, w niektórych regionach Kanady rolę pogodowego proroka pełnią nie tylko świstaki - w Barrington prognozy ogłasza nawet… homarzyca Lucy, która również zapowiedziała szybszą zmianę pory roku.
Sprzeczne „werdykty” tylko podkreślają, że Dzień Świstaka to bardziej opowieść i tradycja niż nauka. Jedni traktują go z przymrużeniem oka, inni z sentymentem. Niezależnie od prognoz, jedno jest pewne - ten poranek znów na chwilę połączył tysiące ludzi wokół prostego, symbolicznego znaku, który co roku wywołuje te same emocje.