Potężna rewolucja na drogach. Zmiana, która dotknie tysiące kierowców
Na europejskich drogach szykuje się zmiana, która przez długi czas pozostawała w cieniu wielkich debat o transporcie. Choć nie dotyczy ciężarówek ani spektakularnych zakazów, jej skutki mogą odczuć tysiące firm i kierowców.
- Zmiana, która długo dojrzewała
- Nowy obowiązek i konkretne liczby
- Konsekwencje dla rynku i kierowców
Zmiana, która długo dojrzewała
Przez lata istniał segment transportu, który rozwijał się niemal niezauważenie, korzystając z elastyczności i prostszych zasad. Busy obsługujące przewozy międzynarodowe stały się odpowiedzią na potrzeby nowoczesnej gospodarki: szybkość, punktualność i dostawy „na już”. Wjeżdżały tam, gdzie zestawy ciężarowe nie miały szans, a brak części formalnych obowiązków pozwalał im działać sprawniej. To właśnie ta luka regulacyjna sprawiła, że transport lekki rósł z roku na rok, przyciągając nowych przewoźników i klientów z branż takich jak automotive, elektronika czy handel.
Jednocześnie coraz częściej pojawiały się pytania o bezpieczeństwo i warunki pracy kierowców. Unijni regulatorzy od dawna sygnalizowali, że różnice między transportem lekkim a ciężkim są zbyt duże, by je dłużej ignorować. Z perspektywy Brukseli oznaczało to konieczność ujednolicenia zasad, z perspektywy firm - ryzyko utraty przewagi konkurencyjnej. To napięcie narastało, aż w końcu znalazło swój finał w nowych przepisach, które już wkrótce przestaną być tylko zapowiedzią.
Nowy obowiązek i konkretne liczby
Jak pisze portal WNP, zgodnie z nowymi regulacjami, pojazdy o dopuszczalnej masie całkowitej od 2,5 do 3,5 tony, wykorzystywane w zarobkowym transporcie międzynarodowym na terenie UE, będą musiały zostać wyposażone w tachografy. W Polsce mowa o flocie liczącej niemal 40 tys. takich samochodów. To właśnie one do tej pory pozostawały poza pełnym systemem kontroli czasu pracy kierowców.
Eksperci branżowi nie ukrywają obaw. Jak podkreśla Tomasz Czyż z Grupy Eurowag w rozmowie z portalem, transport lekki staje przed dużym wyzwaniem organizacyjnym, bo będzie musiał dostosować się do zasad znanych dotąd głównie z transportu ciężkiego. Dochodzą do tego koszty sprzętu, szkolenia kierowców i ryzyko chaosu organizacyjnego - scenariusz znany już z niedawnej wymiany tachografów w ciężarówkach. Wtedy wiele firm nie zdążyło na czas, co oznaczało realne straty biznesowe. Tym razem skala może być jeszcze większa, bo mówimy o segmencie, który dotąd działał według zupełnie innych reguł.
Konsekwencje dla rynku i kierowców
Nowe przepisy obejmą wyłącznie transport zarobkowy w ruchu międzynarodowym i kabotażu - przewozy krajowe pozostaną poza obowiązkiem montażu tachografów. To jednak niewielkie pocieszenie dla firm, które zbudowały swoją pozycję właśnie na trasach zagranicznych. Busy od lat były fundamentem dostaw just-in-time, gdzie liczy się każda godzina, a koszt przestoju produkcji potrafi sięgać setek tysięcy euro.
Wprowadzenie tachografów może zmienić sposób planowania tras, obsady kierowców i całej logistyki. Część przedsiębiorców obawia się, że elastyczność, która była znakiem rozpoznawczym tego segmentu, zostanie ograniczona. Inni wskazują, że uporządkowanie zasad może w dłuższej perspektywie przynieść korzyści - większe bezpieczeństwo i bardziej przejrzyste warunki konkurencji. Jedno jest pewne: transport lekki wchodzi w nowy etap, a decyzje podjęte w najbliższych miesiącach zadecydują o tym, kto odnajdzie się w nowej rzeczywistości, a kto zniknie z europejskich tras.