Zełenski zareagował na "plan pokojowy Trumpa". Prezydent Ukrainy nie pozostawił złudzeń
Presja rośnie, zegar tyka. Administracja Donalda Trumpa naciska, by Kijów zaakceptował 28-punktowy plan pokojowy jeszcze w tym tygodniu, a Wołodymyr Zełenski odpowiada: granice Ukrainy nie są do negocjacji, a „pokój” nie może oznaczać kapitulacji. W tle — rozmowy w Europie, reakcja Kremla i nerwowe komunikaty dyplomatyczne. Gdzie w tym wszystkim jest realna szansa na zakończenie wojny i czy to rzeczywiście „zwrot” w sprawie?
Kto, z kim i o czym rozmawia: plan pokojowy Trumpa na stole
Według RMF FM Biały Dom przedstawił Zełenskiemu 28 punktów z terminem na akceptację „do czwartku”. To pakiet, o którym w europejskich stolicach mówi się półgłosem: ograniczenie ukraińskiej armii, rezygnacja z NATO, uznanie części zdobyczy terytorialnych Rosji — i obietnica „zawieszenia broni”, które bardziej przypomina zamrożenie konfliktu niż pokój. Kreml z początku udawał zdziwienie, by po godzinach przyznać, że plan jednak dotarł.
Zachód nie mówi jednym głosem. Część europejskich polityków tonuje nastroje: „to nie są ostateczne zapisy” — cytuje RMF24. Inni ostrzegają, że narzucanie Kijowowi „kompromisu” rodem z gabinetów w Waszyngtonie i Genewie może rozbić jedność sojuszników, a na froncie przynieść dokładnie to, co Kreml lubi najbardziej: chaos i czas. Co na to Kijów? Tu zaczyna się prawdziwy zwrot.
Zełenski odrzuca „dyktat bez godności”. Główne linie sporu
Prezydent Ukrainy mówi wprost, że plan w obecnym kształcie stawia jego kraj przed dramatycznym wyborem między godnością a relacją z kluczowym sojusznikiem. Kijów podkreśla: granice nie mogą być zmieniane siłą, a ewentualny układ musi zawierać mechanizm rozliczeń — od odpowiedzialności sprawców po wykorzystanie zamrożonych rosyjskich aktywów. To nie epatowanie hasłami, tylko minimalne warunki państwa, które broni się trzeci rok. Tak brzmią najnowsze, publiczne komunikaty Zełenskiego i otoczenia.
Dziś nasza delegacja wróciła z Genewy po rozmowach ze stroną amerykańską oraz europejskimi partnerami i teraz lista niezbędnych kroków do zakończenia wojny może stać się wykonalna. W tej chwili, po Genewie, punktów jest mniej - już nie 28 - i wiele właściwych rzeczy zostało ujętych w tych ramach - napisał na X.
Po drugiej stronie jest polityczna arytmetyka. Doradcy Trumpa sugerują, że „refined peace framework” da się doszlifować, ale deadline mobilizuje wszystkich do decyzji. Rosja tymczasem sprawdza granice gry: wysyła sygnały, że coś przyjmie, ale chce więcej. Czy to targ o mapę, czy próba wciągnięcia Zachodu w odpowiedzialność za „narzucony” pokój? Dla Kijowa konsekwencje są czytelne: każde ustępstwo, które dziś wygląda jak taktyka, jutro staje się nowym status quo.
Kwestie wrażliwe omówię z prezydentem (USA Donaldem) Trumpem. Ukraina nigdy nie będzie przeszkodą dla pokoju - to nasza zasada, wspólna zasada, i miliony Ukraińców liczą na godny pokój i zasługują na niego. Zrobimy wszystko, aby to osiągnąć, jesteśmy gotowi pracować maksymalnie szybko - napisał Zełenski.
Co dalej: dyplomacja na czas i rachunek za „sprawiedliwy pokój”
Najbliższe dni to maraton telefonów i zapisów „na czysto”: gwarancje bezpieczeństwa, harmonogram wycofań, instrument do egzekwowania umowy. Kluczowy będzie też język dokumentu — czy nazwie agresję agresją i wskaże sprawcę, czy zagubi się w dyplomatycznych eufemizmach. Jeśli plan ma być realny, musi odpowiedzieć na trzy pytania: co z terytoriami, co z bezpieczeństwem Ukrainy bez NATO i kto płaci za odbudowę (tu w grę wchodzą rosyjskie aktywa). Wersja „zrobimy pauzę i zobaczymy” nie przetrwa pierwszego kryzysu.
Czy „plan pokojowy Trumpa” stanie się fundamentem porozumienia, czy kolejnym, głośnym szkicem do szuflady? Układanka ma wiele ruchomych części, ale jedna zasada jest stała: pokój, który nie daje Ukrainie bezpieczeństwa i sprawiedliwości, nie będzie trwały — i nie kupi Zachodowi spokoju na dłużej niż jeden sezon.