Polka mieszkająca w Caracas relacjonuje sytuację w mieście. "Będzie chaos"
W nocy z piątku na sobotę stolica Wenezueli obudziła się w zupełnie innej rzeczywistości – światowe media huczą, a za kulisami codziennego życia mieszkańców dochodzi do scen, o których wielu nie śniło. Wenezuela pod ostrzałem, informacja przebija się przez ciszę mediów państwowych, a ludzie próbują zrozumieć, co się dzieje. Tylko nieliczni mają bezpośredni kontakt z rzeczywistością i próbują opisać ją światu z miejsca zdarzeń.
Caracas w chaosie – poranek po nocnych eksplozjach
Justyna Ewa Zuń-Dalloul, polska dziennikarka i tłumaczka mieszkająca od lat w Caracas, opisała sytuację agencji informacyjnej: miasto dopiero budzi się do życia po nocnych eksplozjach, które – jak podają niektóre źródła – były wynikiem ataku wojsk USA na cele w stolicy i mają związek z objęciem władzy nad prezydentem Nicolasem Maduro.
Według relacji kobiety, wczesnym rankiem ulice były jeszcze puste, telewizja państwowa nadawała ten sam komunikat o ataku przez kilka godzin, zaś informacje o losie Maduro docierały do mieszkańców przede wszystkim z mediów społecznościowych i zagranicznych źródeł.
Mieszkańcy Caracas – mimo różnicy czasu i początkowej niepewności – zaczęli się komunikować przez telefony, WhatsApp i inne aplikacje, przekazując sobie nagrania wybuchów, porady, jak się zachować, a nawet wskazówki dotyczące gromadzenia wody czy świec, gdyż przerwy w dostawach energii i infrastruktury są już faktem.
Co dokładnie powiedziała Polka?
Co dziś? Puste półki i nerwowe przygotowania
Relacja Zuń-Dalloul wskazuje, że choć ulice były jeszcze spokojne, nastroje wśród mieszkańców Caracas zaczynają się radykalizować. W opinii Polki ludzie wkrótce mogą ruszyć do sklepów, by zrobić zapasy żywności i leków, co w przeszłości już prowadziło do gwałtownych scen, znanych jako El Caracazo – masowe rozruchy i rabunki z końca lat 80. XX w
„Kiedy rozpocznie się nowy dzień, wszyscy rzucą się do sklepów. Będzie chaos” – mówiła Justyna, podkreślając, że wielu mieszkańców nie jest przygotowanych na nagłą zmianę codziennego rytmu życia, zwłaszcza po okresie świątecznym i noworocznym, kiedy większość była przekonana, że rok zacznie się spokojnie.
Dziennikarka wspomniała także o zamieszaniu wokół dostaw leków i braku podstawowych produktów, co dodatkowo potęguje obawy mieszkańców o własne bezpieczeństwo i przyszłość w najbliższych godzinach.
W tej chwili jest godz. 6:30 rano. Jest ciemno i ulice są jeszcze puste. O tym, że coś się stało, dowiedzieliśmy się, obserwując doniesienia internetowe i przez telefon. Jeśli kogoś obudziły wybuchy i ogień, to rzeczywiście obserwował to wszystko na żywo. Po włączeniu telewizji zobaczyliśmy komunikat, który przez kilka godzin nadal jest publikowany: o zaatakowaniu Wenezueli przez Stany Zjednoczone, ostrzelaniu bazy wojskowej Fuerte Tiuna w Caracas, w której przebywał i mieszkał prezydent Nicolas Maduro wraz z żoną - powiedziała na łamach “Faktu” Justyna Ewa Zuń-Dalloul.
Między polityką a codziennym strachem
Z relacji wynika, że lokalne media państwowe koncentrują się na komunikatach rządowych, w tym potwierdzeniu stanu wyjątkowego i ostrzeżeniach ministra obrony. Nigdzie jednak nie pokazuje się pełnego obrazu sytuacji na ulicach ani relacji ludzi codziennych.
Justyna zwróciła uwagę, że Polacy przebywający w Caracas są w kontakcie z polską ambasadą, a służby dyplomatyczne apelują o zachowanie spokoju i czujności. Nie wyklucza się też potrzeby ewakuacji obywateli RP z Wenezueli, jeśli sytuacja dramatycznie się zaostrzy.
W tle tych relacji pojawiają się pytania o granice ingerencji międzynarodowej, przyszłość Maduro i to, jak długo mieszkańcy będą musieli radzić sobie z niepewnością, przerywanymi dostawami prądu i ryzykiem codziennych konfrontacji.