W nocy z soboty na niedzielę obwód kijowski stał się sceną dramatycznych wydarzeń. Miejscowe służby zostały postawione w stan najwyższej gotowości, a mieszkańcy części regionów zmuszeni byli szukać schronienia przed trwającym zagrożeniem.
Premier znów wszedł na ring. W krótkim wpisie na X Donald Tusk przypomniał, że NATO powstało, by bronić Zachodu przed sowiecką — dziś rosyjską — agresją. Dorzucił szpilkę: fundamentem Sojuszu jest solidarność, nie „egoistyczne interesy”. Brzmi jak kurtuazja? Kontekst jest aż nadto czytelny: dzień wcześniej Viktor Orbán usiadł w Moskwie naprzeciw Władimira Putina.
W sieci pojawiły się spektakularne nagrania pokazujące gwałtowną eksplozję na jednym z najważniejszych rosyjskich poligonów rakietowych. Choć oficjalne komunikaty z Moskwy nie padły, charakterystyczny kolor ogromnego słupa dymu zdradza użycie niebezpiecznych substancji i wskazuje na kolejną poważną porażkę rosyjskich programów zbrojeniowych.
Premier Węgier Viktor Orbán wyrusza dziś do Moskwy na spotkanie z prezydentem Rosji Władimir Putin. Jak sam przyznał, głównym celem wizyty jest zapewnienie Węgrom dostaw rosyjskiej ropy i gazu na zimę i nadchodzący rok — choć przy okazji rozmowy mogą objąć konflikt na Ukrainie. W dobie intensywnych starań UE o ograniczenie zależności od energii z Rosji, wizyta ta budzi niepokój w Europie.
Moskwa ogłasza: polski konsulat generalny w Irkucku kończy działalność 30 grudnia. To odpowiedź na decyzję Warszawy o zamknięciu ostatniego rosyjskiego konsulatu w Polsce po wątku sabotażu kolejowego. MSZ zapewnia, że pomoc dla Polaków przejmie od nowego roku wydział konsularny w Moskwie. I tak eskalacja, która zaczęła się na torach, wjechała prosto do dyplomacji.
Od kilku dni dyplomatyczne telefony rozgrzane są do czerwoności, a kuluary mówią o „przełomie”. Z Kijowa padają sygnały, które jedni czytają jako zielone światło, inni jako ostrożne „zobaczymy”. Co faktycznie ustalono między Ukrainą, USA i – pośrednio – Rosją? I czy to już pokój, czy dopiero obrys mapy bez szczegółów?
Szef rosyjskiej dyplomacji Siergiej Ławrow postawił we wtorek jasny i twardy warunek dotyczący negocjowanego planu pokojowego dla Ukrainy. Moskwa ostrzega: ostateczny dokument musi być wiernym odzwierciedleniem ustaleń, jakie zapadły bezpośrednio między Władimirem Putinem a Donaldem Trumpem podczas sierpniowego szczytu na Alasce. Każda próba modyfikacji tych uzgodnień przez Kijów lub stolice europejskie może doprowadzić do zerwania kruchego procesu negocjacyjnego.We wtorek, 25 listopada 2025 roku, oczy światowej dyplomacji zwrócone były na Moskwę, gdzie minister spraw zagranicznych Rosji odniósł się do trwających zakulisowych prac nad zakończeniem wojny w Ukrainie. Z jego wystąpienia wyłania się obraz skomplikowanej gry dyplomatycznej, w której Kreml próbuje wykorzystać bezpośrednią relację z Waszyngtonem, by ominąć interesy Ukrainy i Europy.
Cały świat walczy o pokój, podejmuje wysiłki dyplomatyczne i błaga o zatrzymanie spirali przemocy. Tymczasem Rosjanie nie przestają siać zniszczenia. Charków ponownie znalazł się w centrum tragedii – bestialski atak odebrał życie niewinnym ludziom, w tym dzieciom. Nagrania z miejsca zdarzenia mrożą krew w żyłach.
W nocy z 22 na 23 listopada doszło do serii wybuchów i pożaru w elektrociepłowni w Szaturze, ok. 120 km od Moskwy. Rosyjski gubernator Andriej Worobiow potwierdził, że to efekt ukraińskiego ataku dronowego. Część bezzałogowców zestrzelono, kilka spadło na teren zakładu. Władze uruchomiły systemy rezerwowe, a mieszkańcom podstawiono mobilne kotłownie. To jeden z najśmielszych ataków na rosyjską infrastrukturę energetyczną tuż pod stolicą.
Europejscy liderzy wchodzą do gry z własną wizją pokoju dla Ukrainy. Gdy USA przedstawiły kontrowersyjny plan, który mógłby drastycznie ograniczyć siły zbrojne Kijowa, państwa Europy przygotowały kontrdokument — zdecydowanie odmienny i znacznie bardziej korzystny dla Ukrainy. W tym czasie w Genewie ruszyły kluczowe rozmowy, które mogą przesądzić o przyszłości całego regionu.
Noc z 18 na 19 listopada rozdarła spokojny zachód Ukrainy. Rosyjski atak uderzył w zabudowania mieszkalne w Tarnopolu, a wśród zabitych jest 7-letnia obywatelka Polski – Amelka. Zginęła razem z mamą. Władze mówią o jednej z najtragiczniejszych nocy tej jesieni, a słowo „bestialstwo” nie jest tu na wyrost. Co wiemy o kulisach i jakie będą konsekwencje dla bezpieczeństwa regionu?
Radosław Sikorski ponownie wywołał polityczne trzęsienie ziemi. Po decyzji o zamknięciu rosyjskiego konsulatu w Gdańsku minister spraw zagranicznych wprowadza dalsze środki wymierzone w Moskwę. W tle są zaległości finansowe, coraz poważniejsze obawy o dywersję i narastające napięcie w relacjach polsko-rosyjskich. Działania Sikorskiego pokazują jedno: Warszawa twardo zaostrza kurs wobec Kremla – i nie zamierza się cofać.
To nie jest scenariusz filmu akcji, to przerażająca rzeczywistość, która rozegrała się pod naszym nosem. Bezczelność rosyjskich służb nie zna granic. Jak wynika z najnowszych, wstrząsających ustaleń dziennikarzy Onetu, główni architekci terroru na polskiej kolei wjechali do naszego kraju, wydali rozkazy i uciekli, zanim ktokolwiek zdążył zareagować. Ujawniamy porażające kulisy sprawy, o której mówi dziś cała Polska.Sytuacja na wschodniej granicy jest napięta jak nigdy, ale te doniesienia rzucają zupełnie nowe światło na to, co dzieje się w cieniu wojny. Okazuje się, że Polska stała się areną działania groźnych terrorystów, którzy działają na bezpośrednie zlecenie Moskwy.
Polski ambasador w Rosji został zaatakowany przez agresywną grupę na jednej z głównych ulic Petersburga. Według rzecznika MSZ Macieja Wewióra nie doszło do bezpośredniej konfrontacji fizycznej, ale sytuacja wymagała zdecydowanej reakcji ochrony. Strona rosyjska – jak podaje resort – przyznała, że takie zdarzenia „nie powinny mieć miejsca”. Incydent szybko stał się politycznym testem nerwów po obu stronach.
W nocy z 4 na 5 października Rosja dokonała kolejnych, zmasowanych ataków na Ukrainę. Celem prawdopodobnie są Lwów i Łuck, czyli miasta znajdujące się w obwodach graniczących z Polską. Zadecydowano więc o poderwaniu polskich oraz sojuszniczych myśliwców.
Amsterdam, 27 września 2025 r. Jedna z sześciu dróg startowych portu Amsterdam Schiphol (polderbaan 18R/36L) została w sobotę tymczasowo zamknięta po zgłoszeniach drona krążącego w rejonie lotniska. Zawieszenie operacji na tej drodze trwało około 45 minut; ruch przekierowano na inne pasy. Drona ani operatora nie ujęto.
Sprawa domu zniszczonego w Wyrykach-Woli (Lubelszczyzna) wraca z nową, nieoficjalną wersją wydarzeń. Jak podał dziś Onet, na budynek miała spaść rakieta wystrzelona przez holenderski myśliwiec F-35, działający w ramach sojuszniczej operacji nad Polską podczas rosyjnego ataku dronami w nocy z 9 na 10 września. Śledztwo trwa, a oficjalne służby nie potwierdziły na razie tożsamości państwa-użytkownika samolotu.
W niedzielny poranek polskie lasy znów miały swoje „sekrety”. Zamiast koszyków pełnych prawdziwków – kawałki maszyn przypominających rosyjskie drony. Najpierw Wodynie pod Siedlcami, potem okolice Białej Góry w powiecie białobrzeskim, wreszcie Sulmice koło Skierbieszowa. Policja potwierdza trzy znaleziska i wzywa wsparcie wojskowych. Co tu się wydarzyło – i czy to echa wrześniowych naruszeń przestrzeni powietrznej?
Bruksela kładzie na stół najtwardszy jak dotąd zestaw obostrzeń: pełny zakaz importu rosyjskiego LNG od 1 stycznia 2027 r., uderzenie w banki oraz energetycznych gigantów Rosnieft i Gazprom Nieft, a do tego rozszerzenie restrykcji wobec tzw. „floty cieni”. Jeśli państwa UE powiedzą „tak”, Kreml straci jedną z ostatnich rur z pieniędzmi. Pytanie brzmi: czy 27 stolic zagra jednym rytmem?
Donbas, 18 września 2025 r. — Ukraińska armia prowadzi kontrofensywę w rejonie Pokrowska i Dobropilli (obwód doniecki). Prezydent Wołodymyr Zełenski, który pojawił się dziś na linii frontu, poinformował, że od początku operacji wyzwolono 160 km² terytorium oraz siedem miejscowości, a dodatkowo ponad 170 km² i dziewięć miejscowości oczyszczono z obecności sił rosyjskich. Prezydent mówił też o niemal 100 rosyjskich jeńcach i „znacznych stratach” zadanych przeciwnikowi. Niezależne agencje nie podały na razie własnej weryfikacji tych liczb.
Prezydent Polski nie ma wątpliwości: za niedawnym atakiem dronów na polskie terytorium stoi Rosja. W wywiadzie dla niemieckiej prasy polski przywódca ujawnia, że incydent był sterowany bezpośrednio z Moskwy, co potęguje obawy o eskalację konfliktu.
Na Lubelszczyźnie strach spadł z nieba dosłownie. 10 września rosyjski dron (tak wskazują pierwsze relacje służb i mediów) wbił się w dach jednego z domów. W okolicy, od Wyryków po Wohyń, ludzie mówią o „tamtej nocy” z mieszaniną niedowierzania i chłodnej mobilizacji. Józef S. zrobił to, co robią pragmatycy: spakował trzy teczki — najważniejsze papiery, numery, plan „na wszelki wypadek”
Środowy nalot rosyjskich bezzałogowców na polskie niebo wywołał natychmiastową falę międzynarodowych reakcji. W odpowiedzi, po zaledwie kilkudziesięciu godzinach, sekretarz generalny NATO Mark Rutte ogłosił rozpoczęcie operacji Eastern Sentry.
Premier Węgier Viktor Orbán opublikował we wtorek wpis na platformie X (d. Twitter), w którym wyraził solidarność z Polską po naruszeniach polskiej przestrzeni powietrznej przez rosyjskie drony. Szef węgierskiego rządu nazwał to „nieakceptowalnym naruszeniem integralności terytorialnej” i wezwał do działań na rzecz zakończenia wojny.
„Mamy odnalezione siedem dronów, jedne szczątki pocisków” - ogłosiła rzeczniczka MSWiA Karolina Gałecka. Brzmi jak scenariusz thrillera, ale to poranny bilans służb. Drony miały spaść w kilku miejscowościach, a w jednym przypadku odnotowano uszkodzenie budynku. Brzmi poważnie? Bo jest poważnie - choć bez paniki.
W środę rano Wołodymyr Zełenski uderzył w jeden ton: to nie błąd, to sygnał. Nazwał naruszenie polskiej przestrzeni powietrznej „skrajnie niebezpiecznym precedensem” dla Europy. I dorzucił postulat: silna, wspólna odpowiedź sojuszników. Jakie są deklaracje Ukrainy w tej sprawie?
Poranek po burzliwej nocy znów przyniósł adrenalinę. W sieci krąży fotografia wraku drona, który miał spaść nieopodal Mniszkowa koło Opoczna (woj. łódzkie). To kolejny ślad po nocnych incydentach, gdy rosyjskie drony naruszały polską przestrzeń, a wojsko uruchomiło wszystkie procedury i – jak komunikowano – „użyło uzbrojenia”. Służby lokalizują kolejne miejsca upadku, prosząc mieszkańców o spokój i dystans.
Gdy większość z nas spała, Rosja postanowiła wedrzeć się do polskiego nieba. W nocy z 9 na 10 września nad wschodnimi województwami pojawiły się wrogie drony. Wojsko odpowiedziało ogniem, a rząd zebrał się nad ranem. Kreml znów sprawdza, ile wytrzyma NATO. Jaka była reakcja Warszawy?